Symboliczne barwy Indoeuropejczyków


         „Też same, co i pierwej, jest tak, jak i było, lecz co się wszerz zyskało, wzgłąbż się utraciło. Poszła w handel nauka, kramnicą drukarnie, głód kładzie pióro w rękę, zysk do pisma garnie” – te gorzkie słowa księcia poetów polskich, Ignacego Krasickiego nie zostały usłyszane w osiemnastowiecznej Polsce, gdy postępująca komercjalizacja kultury nie tylko nie zapobiegła tragedii zaborów, ale znacznie je przyśpieszyła. Naród polski nie umiał wyciągnąć nauki z  przestrogi, płynącej z ust swego senatora, który i dziś patrzy na nas smutno z portretu Pera Krafta (Portret Ignacego Krasickiego, 1767). Na płótnie tym wyraźnie dominują trzy barwy: biały, czerwony i ciemnoniebieski[1]. Uwidaczniają się one odpowiednio na białej komży, karmazynowym podszyciu materii okrywającej prawą rękę biskupa, uzupełnionej refleksem czerwieni idącym od insygniów monarszych po prawej stronie obrazu oraz na spływającym z ramion dostojnika ciemnoniebieskim mucecie. Barwy te powtarzają się również w godle herbowym zawieszonym w tyle, za portretowanym. Wydawać by się mogło, że jest to jedynie zbieg okoliczności lub wyraz preferencji artystycznych malarza, a więc w sumie rzecz przypadku. Czy aby na pewno? Postęp badań interdyscyplinarnych – łączących między innymi elementy indoeuropeistyki, etnologii i filozofii – pozwala nam obecnie dostrzec w kolorystyce tego obrazu symboliczne znaczenie, sięgające swymi korzeniami w przeszłość daleko odleglejszą niż czasy chrześcijaństwa. W celu rozwikłania tej zagadki, najlepiej będzie omówić zagadnienie symbolicznych barw Indoeuropejczyków w trzech krokach, opierając się na: 1) wiedzy, jaką dysponujemy na temat wczesnej kultury indoeuropejskiej, 2) hipotezach formułowanych na podstawie tej wiedzy, choć niepopartych jeszcze rozstrzygającymi argumentami, 3) doświadczeniach, jakie są nam dane na obecnym etapie rozwoju naszej kultury.

 

 

 

1) Co wiemy? – Choć celem nauki jest ustalenie prawdy, rzadko kiedy jej orzeczenia bywają bezdyskusyjne. Częstokroć stają się one zarzewiem niekończących się zatargów i debat naukowych, wcale nie wolnych od partykularnych upodobań i ognia emocji. Jeszcze do niedawna spory takie toczyły się wokół osoby i dzieła wielkiego francuskiego indoeuropeisty, Georgesa Dumézila. Jednakże badania kontynuowane przez jego uczniów oraz obserwacje poczynione przez naukowców z innych dziedzin badawczych (takich jak filologia klasyczna, indologia, mitografia czy religioznawstwo) dowiodły niezbicie, iż koncepcja trójfunkcyjności dostrzeganej przez niego u podstaw kultury indoeuropejskiej jest nie do odparcia. W ogólnym zarysie teoria Dumézila – która od tego miejsca stanowić będzie naukową podstawę do rozwijanych dalej rozważań – mówi, że już w odległych czasach prehistorycznych Indoeuropejczycy myśleli w sposób, który można by określić jako filozoficzny, a dokładniej – strukturalny. Oznacza to, że ich myślowe odniesienie się do rzeczywistości nie dokonywało się poprzez proste procedury odwzorowujące, lecz poprzez aktywną konceptualizację za pomocą pojęciowych struktur. Najbardziej podstawowa z nich stanowiła układ relacji, pozwalających sformułować ideologię, która obejmowała sobą trzy domeny funkcyjne (idéologie tripartite): funkcję suwerenności i sacrum (fonction de souveraineté et de sacré), funkcję wojowniczości (fonction de force guerrière) oraz funkcję płodności i wytwórczości (fonction de fécondité et de production). Biorąc pod uwagę fakt, że sam Dumézil nie posługiwał się konsekwentnie nazwami tych funkcji i stosował różne ich warianty, a także kierując się względami językowymi lepiej byłoby chyba mówić po polsku o funkcjach autorytetu, walki i dobrobytu[2]. Determinowały one różne układy pojęć, które projektowano na rzeczywistość, wierząc, iż poprzez nie ujawnia ona swą najgłębszą naturę. Pytanie jednak, czy w ten sposób natura faktycznie odsłaniała swoje tajemnice indoeuropejskim myślicielom, czy też to oni imputowali jej arbitralnie taki właśnie charakter, stawia nas wobec niezmiernie trudnego i złożonego zagadnienie filozoficznego, którego rozwiązanie nie mieści się już w ramach niniejszego studium. Wypada zatem powrócić do odkrytej przez Dumézila ideologii indoeuropejskiej i zaznaczyć, iż powielając trójfunkcyjność w kilku wymiarach bytu, prowadziła ona do postrzegania rzeczywistości na podobieństwo fraktalu. W uzupełnieniu do ustaleń Dumézila można tu odnotować, iż w makrowymiarze strukturalne ujęcie uniwersum pozwalało na wyodrębnienie trzech różnych światów i rządzących nimi liczb. Byłyby to jedno-wiele świata boskiego, dążność do jedności w świecie uniwersaliów (idei) oraz nieprzeliczalna wielość jednostek w świecie indywiduów. We wszystkich tych światach zapełniające go byty rozdzielały się z kolei na trzy grupy, z których każda reprezentowała jedną z zasadniczych (i wymienionych wyżej) funkcji.

Przyjrzyjmy się najpierw światu boskiemu. Wierzenia Indoeuropejczyków zakładały istnienie wielu bogów obdarzonych większym lub mniejszym prestiżem. Ci najpotężniejsi, których z tej racji traktowano z największym szacunkiem, roztaczali swą moc na wszystkie trzy funkcje. W religii wedyjskiej bogiem trójfunkcyjnym był przykładowo Agni. Inni bogowie przypisani zostali do swoich domen funkcyjnych. A te oznaczone były symbolicznymi kolorami, których liczba musiała siłą rzeczy wynosić trzy. I tak domena najwyższego autorytetu oznaczona była kolorem białym. Kolor ten symbolizował zatem bogów o monarszym splendorze, pełniących rolę dawców najwyższych dóbr, za jakie uważano prawo i magię, a później religię. W systemie teologicznym ustalonym przez Wedy byli to odpowiednio rygorystyczny prawodawca Mitra oraz wyposażony w magiczne moce Waruna. Druga domeną funkcyjną w świecie boskim była domena walki toczonej w interesie określonej wspólnoty (spajającej jednostki w jedność ogółu) w celu zabezpieczenia jej przed zakusami wrogich sił. Była ona oznaczona kolorem czerwonym, czyli barwą naturalnie kojarzącą się z silnymi emocjami towarzyszącymi wojnie oraz przelewaną podczas niej krwią. Barwa ta zdobiła zatem stroje oraz akcesoria bogów wojny, jakim był na przykład wedyjski bóg Indra. Wreszcie trzecią domenę (obejmującą również ochronę życia), którą określono wyżej jako domenę dobrobytu, reprezentowali bogowie, mający za zadanie strzec istniejącego stanu rzeczy, dbać o zaspokojenie elementarnych potrzeb istot boskich i nieboskich (jednostkowych istnień) tak, by ich życie trwało jak najdłużej i przebiegało w jak najpomyślniejszych okolicznościach. Bogowie ci, jak wedyjskie bliźnięta Nasatya (zwani też Aświnami), oznaczani byli kolorem czarnym. W ten sposób udało się ustalić podstawowy zestaw symbolicznych barw funkcjonujący w sferze religijnych wierzeń indoeuropejskich przybyszów do Indii. Jak wspomniano wyżej, otoczony największym prestiżem wedyjski bóg Agni mógł się poszczycić prawem do używania ich wszystkich z racji swojej trójfunkcyjności. Fakt ten potwierdza Rygweda, odnosząc się do Agniego słowami: „Czarna, biała, czerwona jest jego droga” (Rigweda, X, 20, 9). Rozległe i skrupulatne badania Dumézila pokazały, iż struktura trójfunkcyjna oraz powiązana z nią symbolika barw charakteryzowały nie tylko wierzenia Ariów, ale też wszystkich innych ludów indoeuropejskich. I tak u Rzymian pierwszą funkcję wypełniali Jupiter i Dius, drugą Mars, a trzecią Kwiryn i jego „świta” (to znaczy pomniejsze bóstwa występujące w jego otoczeniu). Skandynawowie natomiast do pierwszej funkcji przypisali Odyna i Tyra, do drugiej Thora, a do trzeciej Nyörda i Freyra. Zainteresowany czytelnik znajdzie więcej informacji na ten temat w pracach samego Dumézila oraz jego uczniów. Tymczasem należałoby prześledzić zgodność symboliki barw funkcyjnych w pozostałych światach ustanowionych w filozofii wczesnych Indoeuropejczyków. Niech kolejnym z nich będzie zatem świat indywiduów.

W świecie, na który składają się rozliczne indywidua, najbardziej interesujący dla rozmyślającego człowieka jest oczywiście on sam jako ludzka jednostka świadoma swojej odrębności nie tylko wobec świata bogów i idei ogólnych, ale także wobec innych jednostek ludzkich oraz otaczających je zwierząt, roślin i minerałów. Gnothi seauton - to wezwanie mobilizujące wszystkich wyznawcom Apollina, musiało być znane dużo wcześniej – wędrującym gdzieś w otwartych przestrzeniach Azji Środkowej – przodkom Greków, ponieważ odnajdujemy je również u podstaw filozofii braminów, nauczających, że człowiek powinien stanowić zharmonizowaną jedność trzech pierwiastków życiowych. Były to: tamas, czylipierwiastek kontrolujący prawidłowy przebieg podstawowych czynności życiowych (takich jak odżywianie się, oddychanie, rozmnażanie itp.); radźas, czyli pierwiastek odpowiadający za sferę afektywno-emocjonalną (a więc wszystkie odczucia – od prostych wrażeń zmysłowych do uczuć wyższych), wreszcie zaś sattwa, czyli nadrzędny pierwiastek umysłowy, nie tylko sterujący intelektem człowieka, ale także sprawujący kontrolę nad tamas i radźas. Koncepcja trzech gun, bo tak właśnie przedstawia się ona w skrócie, skojarzona była również z symboliką barw funkcyjnych. Każda guna miała swój kolor, a mianowicie sattwa oznaczona była bielą, radźas czerwienią, a tamas czernią. Późniejszym wyrazem tej koncepcji – już na gruncie greckim – stała się Platońska teoria duszy. W dialogach takich jak Fajdros, Państwo oraz Timajos ateński filozof opisał „duszę” ludzką (a właściwie niematerialną konstytucję ożywionego ciała) za pomocą trzech pierwiastków, które dokładnie odwzorowują koncepcję gun. Jak powszechnie wiadomo, chodzi tu o: epithymia, pragnienie ujawniające podstawowe fizjologiczne potrzeby organizmu, thymos, czynnik odpowiedzialny za temperament i uczuciowość człowieka oraz nous, pierwiastek myślący i zawiadujący całością. Upowszechniony współcześnie obraz Platona jako twórcy oryginalnej koncepcji duszy ludzkiej okazuje się wobec powyższego wyłącznie szkolnym uproszczeniem, a nawet pewnym okaleczeniem historii myśli indoeuropejskiej u jej zarania. Oczywiście nie stanowi to w żaden sposób ujmy dla samego Platona, który jak wynika z ogólnego przesłania jego dzieła, czuł się przede wszystkim strażnikiem tradycyjnych wzorów kulturowych i wcale nie pretendował – wbrew temu, co skłonni jesteśmy myśleć dzisiaj – do roli oryginalnego teoretyka i filozoficznego innowatora. Widać to najwyraźniej w „jego” koncepcji państwa, która po dokładnym rozpatrzeniu znów okazuje się dobrem odziedziczonym po indoeuropejskich przodkach, a nie nowatorskim pomysłem. W ten sposób przenosimy się do trzeciego i ostatniego z wymienionych powyżej światów rozpatrywanych przez wczesną myśl indoeuropejską, a mianowicie do świata życia osobniczego uogólnionego do rangi – jak by powiedział Platon – idei państwa.                         

W tak pomyślanym państwie indywidua realizują ogólne – czyli idealne – cele wynoszące się ponad jednostkowe skłonności i interesy. U Platona organizm państwowy opisany jest jako harmonijne zespolenie trzech warstw społecznych, z których każda ma za zadanie realizować jedną z podstawowych funkcji, składających się na odkrytą przez Dumézila trójfunkcyjną strukturę myśli indoeuropejskiej. Jak widać z dokonanych powyżej rozważań dumézilowska trójfunkcyjność nie powinna być jednak (jak to się niestety często zdarza w popularnych publikacjach) ograniczana li tylko do sfery społeczno-politycznej. Ta sfera zastosowania jest bowiem tylko jedną z trzech wielkich domen funkcyjnych, które w tym studium nazwane zostały światami. Świat ogółu ma obok siebie jeszcze – omówione już wyżej – świat boski i świat indywiduów. Na razie nierozstrzygnięta pozostaje kwestia ich wzajemnego uporządkowania. Nie wiemy bowiem, czy nasi przodkowie traktowali je jako równorzędne, czy też zhierarchizowane. W tej kwestii należałoby zachować daleko idącą ostrożność, gdyż pozostałe z tamtych dalekich czasów świadectwa kulturowe nie są niestety jednoznaczne. Niejednoznaczność ta staje się jeszcze bardziej kłopotliwa, gdy przypatrzeć się indoeuropejskim koncepcjom organizacji państwowej. Okazuje się, że panowała tam spora dowolność interpretacyjna, gdyż obok społeczności zorganizowanych w monarchię lub imperia (Persowie, Afganowie) występowały też organizmy demokratyczne, a nawet inkarnujące republikańską równość stanów (Ateny, Sparta, wczesny Rzym). Wydaje się zatem, że aranżacja elementów budujących owe trójelementowe struktury pozostawała w wysokim stopniu dowolna. Nawet koncepcja Platona przy głębszym zastanowieniu się okazuje się naznaczona pewną ambiwalencją. Jak wiadomo bowiem na idealne państwo składają się – co już jest przesądzone – trzy warstwy: wytwórcy, strażnicy i filozofowie. Każda z tych warstw uosabia jeden z funkcyjnych elementów rozpoznanych wyżej jako tamas, radźas i sattwa oraz boskie przymioty suwerenności, waleczności i opiekuńczości. Panuje tu zasada podległości rozporządzeniom idącym z góry, to znaczy od filozofów poprzez strażników do wytwórców, ale każda z tych warstw pełni zdania, które czynią ją niezbędną w całości, a wobec tego niemniej ważną od pozostałych. Platon starannie podkreśla w swoim dialogu, iż strażnicy nie powinni się wynosić ponad wytwórców, gdyż celem ich działania jest dobro wszystkich obywateli, a więc i ludu: „prawu nie na tym zależy, aby jakiś jeden rodzaj ludzi był osobliwie szczęśliwy; prawo zmierza do tego stanu dla całego państwa; harmonizując namową i przymusem skłania ich do tego, żeby się z sobą dzielili tym pożytkiem, jaki każdy potrafi przynieść dla wspólnego dobra” (Państwo, 519 e – 520 a). Obecnie, gdy tak często pojawiają się krytyczne wykładnie Platona, straszące jego czytelników „totalitaryzmem” i „faszyzmem”, zapomnieniu zdaje się ulegać wiele znaczący fakt, że licząca już ponad dwa tysiące lat tradycja wciąż nakazuje nam rozumieć tytuł tego wielkiego dzieła, Politeia, jako republikę, a nie jako tyranię. I choć sam Platon nie przypisał warstwom w swoim państwie oznaczeń kolorystycznych, nietrudno się domyślić, iż zapytany wprost nie miałby wątpliwości, iż inkarnujący najwyższy autorytet prawny i religijny filozofowie powinni być biali, wojownicy czerwoni, a wytwórcy czarni. Oznaczenia te mogliby nosić na uroczystych strojach lub dekorować nimi budynki użyteczności publicznej, a nawet swoje własne domostwa. O tym, że przypuszczenie to nie jest bezpodstawne świadczyć może opis Atlantydy, który Platon podaje w Kritiasie. W stolicy tego nieomal idealnego i bardzo zamożnego państwa wszelkie budowle wykonane były z kamienia, a „kamień [ten] był biały, czarny i czerwony” (Kritias, 116 a).

Na zakończenie tej części artykułu należy dopowiedzieć, że głównemu przewodnikowi w naszych rozważaniach, Georges’owi Dumézilowi nie udało się ustalić, skąd właściwie wzięły się owe trzy barwy (biały, czerwony i czarny) w symbolice indoeuropejskiej. Wiedziony naukową ostrożnością nie chciał zdawać się na niepoparte solidnymi argumentami domysły. Zauważył jednak, że w owym zestawie występuje pewna oboczność: otóż kolor czarny zmienia się w niektórych przedstawieniach (zwłaszcza wśród ludów osiadłych na terenie Europy) na ciemnoniebieski – kolor, na którego natężenie język polski ma dokładne określenie, a mianowicie „granatowy”. Jak już zostało powiedziane, Dumézil nie potrafił wskazać źródła opisanej tu kolorystyki ani wytłumaczyć występującej w niej oboczności, jednak jego uczniowie nie przestali drążyć tej sprawy, aż do momentu, gdy wyłoniła się pewna hipoteza. Jej autor, Jean Haudry, rozjątrzył za jej sprawą środowisko francuskich indoeuropeistów do żywego. Pomimo wielu głosów ostrej krytyki formułowanej pod jego adresem, warto chyba przyjrzeć się temu pomysłowi nieco bliżej…

 

2) Jakie stawiamy hipotezy? – Badania prowadzone przez Haudry’ego przywiodły go do wniosku, iż pierwotna religia Indoeuropejczyków miała u swych podstaw obserwacje astronomiczne, które ukształtowały nie tylko ją, ale również stosunki polityczne w obrębie społeczności indoeuropejskich, a ponadto wpłynęły znacząco na formowanie się osobowości poszczególnych indywiduów. O „kosmicznym” charakterze owej religii świadczyć by miało przede wszystkim znaczenie, jakie Indoeuropejczycy przywiązywali do pojęć takich jak dzień, rok i wiek świata. W ich wizji uniwersum były to pojęcia czaso-przestrzenne oddające przemienność zjawisk obserwowanych na niebie w ciągu doby (dzień, noc oraz świt i zmierzch), którą przeniesiono poprzez analogię na okres roczny (lato, zima oraz pory przejściowe). W ten sposób dni i lata nie tylko wyznaczały kalendarz świąt religijnych, ale równocześnie same stanowiły obiekty kultu. I tak najwyższym bogiem indoeuropejskim stał się dzień, a mówiąc dokładniej – niebo dzienne (temat *dyéw- oznaczał „dzień” i/lub „niebo”, łącząc ze sobą konotację czasową i przestrzenną). Bóstwo to inkarnowało się w bogów lokalnych, takich jak na przykład wedyjski Dyau, grecki Zeus, rzymski Jupiter czy Vedius. Bogowie ci w wielu mitologiach indoeuropejskich wchodzili w rolę przywódców całej grupy bogów jasności (bogów dziennego nieba): w Wedach byli to Dewowie przeciwstawieni Asurom, czyli bogom ciemności[3]. Pozostałością po tym dwoistym panteonie byli germańscy Wanowie i Asowie (*ansu) oraz bałtyjski Welina (*velina). W wierzeniach antycznych Greków Zeus pokonał w walce Uranosa (boga nocnego nieba) i odtąd przewodził świetlistym (w zasadzie) Olimpijczykom. W historii tej ważną rolę odegrał też Kronos, kwalifikowany przez Haudry’ego na boga nieba pór przejściowych. Niebo to jednak pozostawało częściej we władzy mocy żeńskich, personifikujących zorze, których upostaciowaniem stały się poszczególne boginie i heroiny szeroko rozpowszechnione w kulturze indoeuropejskiej: greckie Eos, Atena, Afrodyta i Hellena pozostające w bliskim związku z wedyjską Uszas, a także rzymska Aurora, celtycka Morrigan lub nordycka Brunhilda.   

Haudry uważa, że wszystkie te mitologie, łącznie z wedyjską, stanowią tylko refleks jeszcze wcześniejszych wierzeń o charakterze „kosmicznym” (łączącym elementy kosmografii, kosmologii i kosmogonii). Zgodnie z tymi wierzeniami umieszczona pośrodku świata Ziemia otoczona jest trzema krążącymi wokół niej niebami, tj. niebem dziennym, nocnym oraz rozjaśnionym zorzami niebem pór przejściowych (świtu i zmierzchu). Nieba te skojarzone zostały odpowiednio z kolorem białym, czarnym lub granatowym oraz czerwonym. Faktycznie uważna obserwacja nieba ujawnia wbrew pierwszemu skojarzeniu z błękitem, że w ciągu dnia dominuje na nim biel, choćby pod postacią chmur. Barwa nieba nocnego w zależności od intensywności oświecających go gwiazd oscyluje pomiędzy głęboką czernią a granatem, co znakomicie tłumaczy wskazaną powyżej oboczność tych dwóch kolorów w reprezentacjach symbolicznych. Natomiast niebo poranne i wieczorne barwi się czerwienią zórz. Tę ostatnią obserwację Haudry ilustruje dodatkowo słownictwem występującym w różnych językach indoeuropejskich, na przykład w ormiańskim istnieje słowo erek oznaczające wieczór, w staroislandzkim znajdujemy słowo rokkr, „zmierzch”, a wedyjskie rájas (pol. „radźas”; por. wyżej koncepcję gun) odnosi się do płomiennej, wzburzającej krew namiętności. Co więcej symbolika taka nie ograniczała się wyłącznie do sfery religijnej, lecz zaznaczała się wyraźnie także w trzech innych dziedzinach: psychologicznej, społeczno-politycznej oraz w historii świata. Zastosowanie symbolicznych barw w dwóch pierwszych z wymienionych tu dziedzin zostało już praktycznie omówione powyżej: w domenie psychologicznej repartycji tych barw dokonała między innymi bramińska koncepcji gun oraz teoria duszy Platona, zaś przykładem ich użytku społeczno-politycznego okazała się Platońska teoria państwa. W tym miejscu warto raz jeszcze podkreślić, że w świetle poczynionych ustaleń u podłoża tych zastosowań leży prymarny porządek kosmiczny, którego harmonia duszy oraz ład społeczny stanowią siłą rzeczy tylko  osłabiony refleks.

Przedstawiona tutaj koncepcja znaczenia barw w kulturze indoeuropejskich nie powinna stanowić dla badaczy tejże kultury zbytniego zaskoczenia, choć przed Haudry’m nikomu nie udało się jej tak przejrzyście sformułować i uzasadnić. Istnieje jednak jeszcze jeden powód, by docenić wkład Haudry’ego w rozwój współczesnej indoeuropeistyki. Chodzi tu o odkrycie dodatkowej dziedziny możliwych zastosowań trójbarwnej symboliki, a mianowicie bardzo szeroko rozumianą „historię świata”. Jeśli bowiem już wcześniej rzeczą wiadomą było, iż w myśli indoeuropejskiej historię pojmowano cyklicznie, to charakter tej cykliczności pozostawał niejasny aż do chwili, gdy Haudry powiązał ją z rotacją trzech okalających Ziemię nieb. I tak obrotowy ruch niebios miałby zainspirować wczesnych myślicieli indoeuropejskich do wysnucia koncepcji czasu w postaci cyklu trzech skoordynowanych ze sobą jednostek astronomicznych, z których każda miała swoją porę jasną, mroczną oraz porę zórz. Wzorcową jednostką znów wydaje się tu być doba (dzień, noc oraz poranek i zmierzch), na której oparto rok (lato, zima oraz pory przejściowe), a wreszcie czas świata (wiek złoty, mroczny oraz czas rewolucyjnych przemian)[4]. Pojawiająca się wkrótce dążność do indywiduacji pór przejściowych – jako odrębnych i różnych od siebie wiosny oraz jesieni – spowodowała, że cykl ten w okresie wedyjskim składał się już z czterech etapów (4 yougi), a w mitologii greckiej i rzymskiej dał cztery wieki (wieki złoty, srebrny, brązowy i żelazny)[5]. Mitologizacja czasu i powiązanie jego koncepcji z perypetiami bogów greckiego panteonu prowadziło do mnożenia się wieków świata oraz stopniowego odchodzenia od teorii astronomicznych leżących u podstaw kosmicznej religii wczesnych Indoeuropejczyków. Miało to swoje konsekwencje dla symboliki barw: w Indiach liczba kast wzrosła z trzech do czterech, a czerń oznaczająca dotąd wajśjów przypadła siudrom (kaście służebnych), podczas gdy wytwórcy przybrali kolor żółty. Przemiany koncepcji religijnych wśród różnych ludów indoeuropejskich prowadziły do stopniowego zacierania się w ich pamięci pierwotnych wierzeń kosmicznych, co czyniło symbolikę barw trzech nieb coraz mniej zrozumiałą. Toteż w Cesarstwie Rzymskim pozostało po niej już tylko wyblakłe wspomnienie, chociaż kolory funkcyjne nadal zdobiły fakcje cyrkowe, które wraz ze swymi oznaczeniami powstały jeszcze za rządów Tarkwiniuszy. Później jednak ich liczba zwiększyła się do czterech i w ten sposób w czasach bizantyjskich do zestawu biały, czerwony i granatowy dołączono czwartą barwę fakcyjną – zielony[6]. W tej sytuacji dziwić może tylko fakt, iż symbolika trzech podstawowych barw indoeuropejskich nie została z upływem czasu całkiem zapomniana. Dziś jej pozostałości tropione są przez indoeuropeistów w różnych przejawach kulturowych, takich jak na przykład ikonografia, folklor, rzemiosło artystyczne, mity i podania, w których pobudzane niegdyś do wzejścia na niebo zorze przedstawiane są częstokroć w postaci uwięzionych księżniczek lub śpiących królewien czekających na swojego heroicznego oswobodziciela. Wyczyny takich bohaterów przebiegały z konieczności w pewnej rozciągłości czasowej, utrwalanej w ludzkiej pamięci za sprawą mitów oraz wielkich dzieł epickich indoeuropejskiej starożytności.

Wśród dziejowo zorientowanych mitów greckich znajduje się również potwierdzający hipotezę Haudry’ego mit o powstaniu ludzi i ich świata, znany jako mit o Deukalionie. Po stanowiącym cezurę wieków potopie Deukalion (etym. „biały”) wraz ze swą małżonką Pyrrą (etym. „czerwona”) zaludnili świat ludźmi wyłaniającymi się z ziemi. Ludzi tych z pewnością należy kojarzyć z czernią, gdyż ten właśnie kolor tradycja grecka od Homera wiązała z ziemią – gaîa mélaina (Iliada, 2, 699; 15, 715; 20, 694).

Powracając jednak do sławionych przez eposy greckich bohaterów, wiadomo, że ich patronką (choć zdarzało się, że nader nieżyczliwą, jak w przypadku Heraklesa) była bogini Hera, od której to imienia należy właśnie wywodzić określenie „herosa”. Jako królewska córka Kronosa oraz małżonka Zeusa nosiła ona białe szaty – symbol monarszej władzy (por. łac. Juno Regina). Do jej przywilejów należała inauguracja sezonu wojennego, podczas którego roztaczała opiekę nad najmężniejszymi wojownikami (np. pod Troją), a także inicjowała bohaterskie wyczyny swoich podopiecznych. Oni zaś – zgodnie z symboliką barw indoeuropejskich – kojarzeni byli z czerwienią. I tak z pierwszego imienia Achilles zwał się Purisoos. Miał on też swojego odpowiednika w mitologii celtyckiej, wielkiego bohatera Cuchulaina, przybierającego w cyklu ulsterskim postać pięknego, czerwonowłosego młodzieńca walczącego w zbroi przyozdobionej czerwonymi detalami i akcesoriami[7]. Tym i innym jeszcze indoeuropejskim bohaterom tradycja kazała przechodzić przez szereg inicjacji, z których najważniejsza posiadała właśnie „kosmiczny” charakter przejścia przez mrok i niebezpieczeństwa pory zimowej (kojarzonej z czernią), by zwycięsko wkroczyć w okres jasności, jaki postaciowała sama ich boska opiekunka, Hera. Imię jej bowiem należy najprawdopodobniej wywodzić od *yēr- (yēro-, yēra-)[8] i tłumaczyć jako „piękną porę roku”, później rozumianą skrótowo jako „rok” (por. ang. year, niem. Jahr)[9].

Jak widać, istnieją mocne świadectwa na korzyść hipotezy Haudry’ego. Trzeba jednak wspomnieć o jeszcze jednym i to najbardziej kontrowersyjnym punkcie jego „kosmicznej” koncepcji. Otóż poprzez porównawczą analizę wątków mitologicznych oraz świadectw językowych Haudry doszedł do wniosku, że u zarania swych dziejów, zanim jeszcze ukształtowała się społeczność naddunajska, Indoeuropejczycy musieli zamieszkiwać wspólnie tereny bardzo daleko wysunięte na północ. Kontrowersje wokół tego ustalenia Haudry’ego noszą wyraźne znamiona konfliktu ideologicznego, który kryje się u podstaw jawnie zgłaszanych wątpliwości w sprawie możliwości zamieszkiwania przez ludzi obszaru o tak trudnym do zniesienia klimacie podbiegunowym. W tej sprawie jednak Haudry powołuje się na odkrycia radzieckich naukowców, którzy znaleźli ślady bytności człowieka na 65° szerokości geograficznej północnej, a więc w pobliżu koła polarnego, gdzie faktycznie występują zjawiska astronomiczne potwierdzające intuicje francuskiego językoznawcy. Zima trwa tam praktycznie około 10 miesięcy, jest niezwykle chłodna i mroczna, co wprost wymusza postawy heroiczne u tych, którzy pragną ją przeżyć. Tymczasem lato, „piękna pora roku” trwa krótko (2 miesiące), a niebo podczas tego sezonu jest niezwykle jasne i niemal razi bielą. Również zorze odznaczają się znacznie większą intensywnością barw niż ma to miejsce w innych, bardziej umiarkowanych strefach klimatycznych. Stosunkowo długi pobyt w obszarze podbiegunowym tłumaczyłby też znakomicie nie tylko wagę i boski prestiż „jasnego nieba” dla udręczonych polarną zimą ludzi, ale również uzasadniałby szeroko poświadczony i trwale obecny w kulturze indoeuropejskiej kult Słońca przejawiający się w religii (pod postacią mniej lub bardziej słonecznych bogów takich jak Helios, Apollo, Lug, Arew i inni), w mitologii i literaturze (pod postacią „bohatera słonecznego” uosabianego przez Arjunę, Achillesa, Cuchulaina, Soslana, Zygfryda i innych), a także w folklorze i rzemiośle artystycznym wykorzystującym symbolikę kół solarnych. Symbole te – na przykład wpisane w okrąg krzyże celtyckie, Koła Fortuny, swastykoidalnie skrzyżowane osie (por. przykładowo herb Watykanu) ujawniają wyraźnie czaso-przestrzenny, a więc „kosmiczny” charakter wiążący je z najstarszymi indoeuropejskimi wierzeniami, których przejawy pomimo postępu cywilizacyjnego, przemian politycznych oraz pojawienia się chrześcijaństwa wcale nie uległy zatarciu w naszym kulturowym otoczeniu.     

 

3) Czego doświadczamy? – Wziąwszy pod uwagę, że tradycja indoeuropejskiej symboliki barw sięga przynajmniej 5. tysiąclecia p.n.e. (a być może jeszcze dalszej przeszłości)[10], nie powinniśmy być zanadto zdziwieni tym, że jej przejawy dają się zauważyć w przechowanych do naszych czasów zabytkach kulturowych. O wiele bardziej zdumiewające jest to, że pozostając wciąż w zasięgu naszego wzroku, uchodzi ona zupełnie naszej uwagi. Wyjaśnienie tego fenomenu należy pozostawić specjalistom od funkcjonowania ludzkiej pamięci – psychologom, neurologom, genetykom i innym. Nasze zadanie natomiast polega przede wszystkim na wydobyciu z zapomnienia tego ewidentnego śladu pradawnych wierzeń.  

Tu należałoby w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na stroje noszone przez reprezentantów kultury indoeuropejskiej, zwłaszcza w uroczystych momentach świąt religijnych i państwowych. Bez wątpienia należy do nich zaliczyć konsekrację nowego władcy – akt o walorze religijnym, symbolicznie wiążący całą wspólnotę. Nic dziwnego zatem, że na portretach koronacyjnych dawnych monarchów odnajdujemy szaty z tkanin białych, czerwonych i czarnych/ciemnoniebieskich, tworzących nierzadko znaczące konfiguracje kolorystyczne. Mogła w nich oczywiście dominować biel jako symbol monarszej suwerenności, lecz zważywszy na fakt, że król uosabiał w sobie jedność całego państwa – a więc zjednanie wszystkich warstw społecznych pod postacią kast, fakcji czy też stanów – tuż obok niej występowały też zazwyczaj dwie pozostałe barwy funkcyjne. Najdobitniej uwidacznia się to w kolorystyce królewskiego płaszcza, wykrojonego z purpurowej materii i podbitego gronostajowym futrem. W grę nie wchodziło tu ani futro norek, ani lisów, ani soboli… Dlaczego? Bez wątpienia dlatego, że tylko futro gronostajów było kredowobiałe, a równocześnie nakrapiane czarnymi zakończeniami ogonków tych zwierząt. W ten sposób w jednej sztuce ubioru zgromadzeniu uległy wszystkie kolory funkcyjne. Dawały się one jednak zauważyć również w pozostałych elementach tego uroczystego stroju. Za przykład może tu posłużyć portret ostatniego króla Polski, pędzla Marcello Bacciarelli’ego (1764): w szatach Stanisława Augusta wyraźnie dominują biel i czerwień, zaś trzeci kolor funkcyjny zauważalny jest tylko na niebieskiej szarfie przepasującej tors monarchy. Bardziej zrównoważone proporcje bieli, czerwieni i czerni uderzają widza na portrecie Pawła I Romanowa w stroju koronacyjnym wykonanym przez Wladimira Lukitscha Borowikowskiego. Tę samą równowage kolorystyczną spostrzegamy też na płótnie Samuela Luke’a Fildesa Portrait of Edward VII in coronation robes (1911). Nawet „uzurpator” Napoleon I Bonaparte, choć zwrócił się przeciw tradycyjnej monarchii we Francji, na czas swojej cesarskiej sakry nie omieszkał przywdziać kolorów funkcyjnych, co zostało utrwalone w dziele Dominique’a Ingres’a Napoléon Ier sur le trône imperial (1806). Ciekawa rzecz, że spośród innych kolorów zdecydowanie wybija się tu czerwień, jakby na potwierdzenie temperamentu tego wojowniczego władcy. Podobne przykłady można by mnożyć w nieskończoność: od Ryszarda Lwie Serce po Ludwika XVI i dalej. Także na obrazach przedstawiających inne wybitne osobistości państwowe (np. prymasa Polski) obyczaj kazał umieszczać trzy barwy funkcyjne, jak mogliśmy to zaobserwować na portrecie duchownego, męża stanu i wybitnego pisarza, Ignacego Krasickiego. A jako że te piękne malowidła wystawiane są przez wszystkie prestiżowe galerie narodowe, do których częstokroć wchodzimy po raz pierwszy jako uczestnicy wycieczek szkolnych, więc bez przesady można orzec, iż kolorystyką trójfunkcyjną nasiąkamy już od dzieciństwa.

Dziś częściej niż na koronacje udajemy się jednak na święta o mniej sakralnym charakterze oraz na popularne festyny, które stanowią skądinąd znakomitą okazję do zaprezentowania się folklorystycznym zespołom pieśni i tańca. Wydawać by się mogło zrazu, że noszone przez ich członków stroje to istna feeria różnorodnych barw. Gdy jednak przyjrzymy się im uważniej, dostrzeżemy z pewnością, iż dominują w nich te same kolory, które występowały na szatach królewskich. Corocznie podczas dożynek dana nam jest sposobność obserwacji rozmaitych ubiorów, wśród którym można zauważyć również piękne stroje kujawskie: białe bluzki, czerwone spódnice i ciemnoniebieskie kubraczki u kobiet, natomiast u mężczyzn granatowe sukmany przepasane czerwonym pasem. Podobne barwy odnajdujemy także w innych polskich strojach regionalnych: szamotulskim, wielkopolskim, kurpiowskim, góralskim itd. Trzy zasadnicze kolory stanowią tu niezmienne tło dla różnobarwnych ozdób (korale, wstążki, hafty) i akcesoriów (pasy, buty, kapelusze). Zważywszy zaś na fakt, że słowiańscy Polacy wchodzą w skład wielkiej rodziny ludów indoeuropejskich, tę samą kolorystykę powinno dać się odnaleźć również w ludowych strojach naszych pobratymców. I rzeczywiście, nie da się zaprzeczyć, że kolory biały, czerwony i czarny (względnie niebieski) składają się na zasadniczą tonację strojów Chorwatów, Bretonów, górali alpejskich, Greków i wielu, wielu innych. Wystarczy tylko z większą uwagą przyjrzeć się temu, co z racji swej swojskości zwykle umyka naszej świadomości.

Podobnie rzecz wygląda, gdy skupimy większą uwagę na wystroju, jaki towarzyszy świętom państwowym (akademiom, inauguracjom, obchodom rocznicowym itp.), a także uroczystościom szkolnym lub uczelnianym. Na tych i innych spotkaniach o przesłaniu państwowym flaga polska zawieszona jest zazwyczaj na dekoracyjnej granatowej tkaninie stanowiącej uzupełniające tło dla jej bieli i czerwieni. To tło występuje zresztą nie tylko podczas uroczystości z udziałem wysokich urzędników oraz innych przedstawicieli autorytetu państwa, lecz stanowi tradycyjne dekorum wystąpień (konwencji, zjazdów lub mityngów) partyjnych. Rzeczą znamienną jest, że podobną kolorystyczną aranżację przestrzeni odnajdujemy w analogicznych sytuacjach we wszystkich innych krajach należących do indoeuropejskiego kręgu kulturowego: we Francji, Rumunii, Stanach Zjednoczonych itd. Tymczasem zupełnie inaczej wygląda to w przypadku państw muzułmańskich. Tam wyraźnie występuje tendencja do zapełniania tła zielenią – symbolicznym kolorem Mahometa. I tu nasuwa się kolejne ciekawe skojarzenie na temat politycznego zastosowania indoeuropejskiej symboliki barw. A gdyby tak poprosić czytelnika niniejszego tekstu, żeby przypomniał sobie, jakie kolory znajdują się na fladze Francji…? A potem Holandii, Norwegii, Słowenii, Islandii, Słowacji, Wielkiej Brytanii, Luksemburga, Chorwacji, Serbii, Czech, Stanów Zjednoczonych, Rosji… Okazuje się, że znakomita większość organizmów państwowych wyrosłych z kultury indoeuropejskiej wyraża swoją suwerenność właśnie za pomocą bieli, czerwieni i granatu. Wyjątek stanowią tu jedynie te flagi, które przyjmowane były przez narody stosunkowo późno dochodzące do urzeczywistnienia swojej państwowości, jak na przykład Niemcy, Łotysze lub Litwini, albo też doświadczone w swoich dziejach jakimiś dramatycznymi wydarzeniami, odrywającymi je od dziedzictwa kultury indoeuropejskiej (Bułgaria, Grecja). Znamienną – i raczej smutną – rzeczą jest fakt, iż w obecnych czasach trójbarwna symbolika zaczyna być przez nas wypierana ze świadomości w takim stopniu, że nowopowstające państwa europejskie już się do niej nie odwołują (Kosowo).

Ludzka pamięć jest zawodna. Jak już to zostało zauważone wyżej, dziś powszechnie nie uświadamiamy sobie ani źródła, ani sensu symboliki kolorystycznej ustanowionej przez naszych praojców. Być może dobrze by było pamięć tę ożywić? Tym bardziej, że częstokroć tam, gdzie zawodzi świadomość, nie daje się wygłuszyć podświadome oddziaływanie zbiorowej pamięci kulturowej. To dzięki niej zapewne wyławiamy nieomylnie z wielobarwnego otoczenia omówiony w tym studium zestaw barw indoeuropejskich, choć równocześnie przytoczone przykłady jego występowania mogły być dla niejednego czytelnika dużym zaskoczeniem. A jednak to właśnie ten, a nie inny zestaw kolorów pobudza naszą uwagę w tak dużej mierze, że zdecydowano go zastosować w sytuacjach alarmowych. Okazuje się bowiem, że nie tylko najmocniej, ale i najszybciej reagujemy na sąsiadujące ze sobą biel, czerwień i czerń/granat, które wciąż nam coś nakazują lub czegoś zakazują ze znaków drogowych, alarmują z karetek pogotowia oraz grożą z dachów samochodów policyjnych (popularne „koguty”). W obecnych czasach takie mobilizujące uwagę trójbarwne oznaczenia upowszechniły się w najróżniejszych krajach świata, ale zawsze tylko tam, gdzie uprzednio zaznaczyła się dominacja (choćby napływowa) kultury indoeuropejskiej.

Na zakończenie zaś należałoby jeszcze odnotować, iż mobilizacja uwagi nie zawsze musi być bezinteresowna. Uświadamiają nam to reklamy, które – jeśli są sprytnie obmyślane – przekonują klientów do określonych towarów i usług oferowanych na maksymalnie zatłoczonym dziś rynku. Toteż w pogoni za sukcesem komercyjnym najpopularniejsze firmy i marki nie wahają się uprawiać autopromocji – zupełnie na oślep, ale jakże celnie – poprzez kolory trzech nieb: dziennego, nocnego i oświetlonego zorzami, umieszczając je na swoich etykietach, logo, opakowaniach i bilbordach. Czyż trzeba je wymieniać? Marlboro, Pepsi, Smirnoff, Lacky Streike, Fiat, Maserati, You Tube, Gazeta Wyborcza, Fox News Channel, Tesko, Carrefour, Media Markt… Od niebiańskich wizji, poprzez płaszcz królewski, uroczystą szatę duchownego i dumną postawę Kujawiaka aż do… supermarketu. Zaiste kosmiczny upadek.                                        

                                                                         dr Małgorzata Kwietniewska



[1] Kolor mucetu zlewa się ponadto z czernią wyłogu kołnierzyka (fr. le rabat, odpowiednik protestanckiej befki). Warto przy tej okazji zauważyć, że w języku szwedzkim aż do początku XX wieku nie było osobnych nazw na kolor niebieski i czarny – oba określane były jednym słowem blå.

[2] Teorię trójfunkcyjności Dumézil sformułował po raz pierwszy w pracy na temat roli kapłanów w Rzymie i starożytnych Indiach, patrz: G. Dumézil, Flamen-Brahman, [w:] „Annales du Musée Guimet”, Geuthner,  Paris 1935. Pomysł ten rozwijał, dopracowując szczegóły w kolejnych publikacjach. Ładną propozycję określeń dumezilowskich funkcji znaleźć można w pracy polskiego badacza kultury słowiańskiej, Grzegorza Niedzielskiego który nazywa je funkcjami sakralno-prawną, militarną i gospodarczą; patrz: G. Niedzielski, Królowie z gwiazd. Mitologia plemion prapolskich, Armoryka, Sandomierz 2011, s.10. Takie określenia zanadto jednak zawężają rozumienie funkcji do czysto ludzkiej domeny społeczno-politycznej, co Dumézil starał się w swoich późniejszych pracach skorygować.  

[3] Wciąż niewyjaśniona pozostaje kwestia przewartościowania kompetencji tych dwóch grup bogów w wierzeniach Indoirańskich, gdzie pozytywnie zaczęto waloryzować Asurów (stąd też Ahura Mazda w roli najwyższego bóstwa) w odróżnieniu do pejoratywnie waloryzowanych Dewów.

[4] Na poparcie tezy o analogii występującej w indoeuropejskich ujęciach dnia, roku i czasu świata przytoczyć można zanotowaną przez Tadeusza Zielińskiego etruską „teorię wieków”, mówiącą, że „kiedy skończy się dany obieg wielkiego roku, czyli wieku, wówczas ukazuje się znak cudowny […]”; patrz: T. Zieliński, Cesarstwo Rzymskie, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1995, s. 16.

[5] Koncepcja czterech wieków utrwaliła się w kulturze europejskiej głównie za sprawą Owidiusza (Metamorfozy, ks. I), ale podobne podziały pojawiały się już w mitologii  greckiej (np. w micie o Prometeuszu). Ich reminiscencją był Platoński podział ludzi według wrodzonych im pierwiastków (Państwo 546 e i niżej) w nawiązaniu do Hezjoda (Prace i dnie, 109 i niżej), który wszakże rozszerzył ten podział do pięciu epok (dodając wiek herosów). Co ciekawe, najbliżej pierwotnego wzorca sytuowały się pomysły Warrona i Lukrecjusza, którzy zadowalali się trójdzielnym cyklem czasowym.

[6] Wydaje się, że kolor zielony pojawił się poprzez rozszerzenie (a właściwie zdublowanie) fakcji niebieskich. Mogło się tak stać za sprawą skojarzenia trzeciej funkcji z zielenią „pięknej pory roku”, wiosenną wegetacją i – towarzyszącą Kwirynowi – boginią Florą. Do dziś układ biały, czerwony i zielony znajduje się na fladze państwowej Włoch. Por. niżej w tekście, część 3.

[7] Znamienne, że synowie obu tych bohaterów również byli kojarzeni z czerwienią: syn Cuchulainna nazywał się Lugaid Reo nDerg, to znaczy „w czerwone pasy”, a syn Achillesa, Neoptolemos, nosił przydomek Pyrrhos (tj. rudy). Sam Achilles, gdy ukrywał się w dziewczęcym przebraniu na Skyros nazywany był Pyrrha (tj. ruda). Nawet jego koń nosił imię Xanthos (tj. czerwonawy, co w przypadku konia tłumaczymy jako kasztanowy). Szerzej na ten temat patrz: B. Sergent, Celtes et Grecs. Le livre des héros, Payot, Paris 1999, s. 136-138. 

[8] Por. też awest. Huyāiryā , „dobry rok, rok przynoszący obfite plony” oraz anglosaks. ger, „lato”; podaję za J. Haudry, La religion cosmique des Indo-Européens, Arche, Milano/Paris 1987, s. 112-114.  

[9] Wiele wskazuje na to, że na Słowiańszczyźnie Hera zmieniła płeć i stała się przywracającym „piękną porę roku” bogiem, Jaryło; por. J. Haudry, La religion…, s. 113.

[10] Według Mariji Gimbudas wszystkie podstawowe cechy kultury indoeuropejskiej dają się zauważyć już w kulturze Samara ze środkowej Wołgi (5500-4800 p.n.e).